|
Archiwum
O autorze
Ostatnie notki
Zakładki:
Czytuje namiętnie
Czytuje od czasu do czasu
Przyglądam się
|
chyba o mnie ...
niedziela, 03 stycznia 2010
prezenty!!!!!!!!!!!!!!!!
podejmuję rękawicę rzuconą przez Listopadową, czyli koszmarne prezenty jakie udało mi się otrzymać w ciagu mego życia. Na pierwszym miejscu stawiam prezent ślubny - obraz własnoręcznie namalowany przez członka rodziny mojego M. trudno go opisać a co dopiero zakwalifikować do jakiegoś stylu malarskiego. po krótce są to kwiaty na wściekle niebieskim tle. MASAKRA!! obecnie zdobi piwnicę. 2. zegar ścienny - prezent choinkowy made in china - nic dodać nic ująć. na szczęście podczas włamania został skradziony. niestety obrazu nie ukradli. Na wyróżnienie zasługują prezenty od mojej mamy, która z lubością kupuje mi ubrania. problem jest w tym, że sobie kupuje ubrania jak dla 18-latki a mi kupuje jak dla 60-latki. jak przypomnę sobie jeszcze jakieś cuda to uzupełnię. proponuję wypisać jeszcze prezenty, które zrobiły na nas najwieksze wrażenie. :o)
2010
2009 minął nawet nie wiem kiedy i raczej nie zaliczę go do udanych. mniejsza z tym co było, ważne jest to co będzie. właśnie... co będzie? finasowo-materialnie nie wygląda to dobrze, a duchowo - wszystko zależy o nas samych. ja życzę sobie w Nowym Roku przede wszystkim spokoju. czego i Wam życzę
czwartek, 17 grudnia 2009
dzień za dniem
... leci. mało, pędzi jak oszalały. praca, dom, Lulek, uczelnia, praca, dom, Lulek, uczelnia... itd. a święta tuż, tuż a ja jakaś nieświąteczna. ale to z braku czasu. dopiero wczoraj poczułam, że zaraz święta, bo w końcu spadł śnieg i pomimo zimna jest tak przytulnie i ładnie. zdaje sobie sprawę, że ze względu na położenie geograficzne śniegu zaraz nie będzie, to i tak jest fajnie. Lulek pierwszy raz w życiu ubierała choinkę i szło jej doskonale. cała oblepiona brokatem z bombek wyglądała potem jak gwiazda. z natłoku wrażeń hulała prawie do północy. na weekend mam plan wypiekowo - porządkowy. mam nadzieję, że się uda. akcja dla Agnieszki spotkała się i spotyka nadal z waszym pozytywnym odbiorem. super!! to daje nadzieje, że są jeszcze ludzie o dobrych sercach i otwarci na potrzeby innych. a wydawałoby się, że jest już takie zlodowacenie.
czwartek, 10 grudnia 2009
Potrzebujemy waszej pomocy:)
Wpis zapożyczony od Listopadowej(www.listopadowadziewczyna.blox.pl), ale i ja chętnie przyłączam się do akcji. Bo kto jak nie my możemy sobie pomóc!!! Kochani, Jest sprawa. Dość poważna dlatego liczę na Waszą pomoc. Wiem, że potraficie działać cuda:) W kupie siła:) Sytuacja wygląda tak. W Polsce mam koleżankę. Ma na imie Agnieszka lat 29 i jest samotnie wychowującą matką dwóch córek. Marcelinka ma 5 lat i Lenka 2. Koleżanka pracuje i dostaje regularnie alimenty. Jest to jednak taka suma, że starcza na najpotrzebniejsze rzeczy od 1-go do 1-go, a za dużo żeby dostać jakąkolwiek pomoc od miasta. Dzięki uprzejmości cioci Aga ma mieszkanie, za które nie musi płacić za wynajem (na co by jej nie było stać) Mieszkanie jest na parterze, szczytowe, w starej nieocieplonej kamienicy gdzie są piece kaflowe. Jak sie zaczyna sezon grzewczy Agnieszka nie ma lekko.... O 5 rano wstaje budzi dzieci do przedszkola a w domu 13 stopni......... Aga pali w piecach choć fizycznie ma coraz mniej siły, noszenie węgla jest bardzo ciężkie. Rozpalenie w piecach tak żeby było ciepło trwa 2 godziny. Jej jedno zdanie, które powiedziała do mnie kilka dni temu spowodowało ze pomyślałam o tej akcji żeby jej pomoc. To było zdanie „Jak wyciągam rzeczy dzieci z szafy to nie wiem czy są mokre czy zimne....” Wpadłam na pomysł, który może wypalić tylko z wasza pomocą :) Pomyślałam żebyśmy podarowali dzieciom pod choinkę ciepło:) Piec, cztery grzejniki, rurki i montaż to kwota 10.000,00 zł. Dowiedziałam sie juz o ta cena od fachowca w Polsce. Ja wiem ze to dużo pieniędzy. Liczę na wasze dobre serca:) Kochani, nie obawiajcie sie za kasa pójdzie na cos innego. Wszystko będzie udokumentowane zdjęciami, fakturami, rachunkami i wyciągami z banku. KAŻDY kto wpłaci nawet 1 złoty dostanie mailem (o ile poda w przekazie) kopie wszystkich dokumentów. Zdjęcia będę publikować na blogu:) Dodam ze NIGDY czegoś takiego nie robiłam i mam ogromne obawy jak zareagujecie na ten wpis.... Jeśli uważacie, ze to dobry pomysł żeby pomoc młodej matce i jej córkom proszę skopujcie ten wpis na swój blog. Jeśli trafi on do większej liczby osób są szanse ze zbierzemy tą sumę. Zdaje sobie sprawę, że osób, które potrzebują pomocy jest w Polsce tysiące. Niestety nie jesteśmy w stanie pomóc wszystkim, ale otwórzmy serca chociaż dla tej rodziny. Wiem, że nie ma rzeczy niemożliwych:) Jeśli jest ktoś z was kto chciałby pomoc Agnieszce i jej dzieciom tu są dane konta na które można wpłacać kasę:) Agnieszka Malinowska, Nowa Sól Bank: mBank Konto: eKONTO:17 1140 2004 0000 3702 5860 2296 IBAN: PL 17 1140 2004 0000 3702 5860 2296 NUMER BIC: BREXPLPWMBK W przekazie proszę napisać „Na ogrzewanie dla dzieci” i jeśli się da to Waszego maila:) Z góry wam wszystkim bardzo dziękuję :)
czwartek, 03 grudnia 2009
minął roczek
... minął kilka dni temu. Było gwarnie, hucznie i smacznie. Jak to na urodzinach. Przemyślenia: chciałabym żebyś była szczęśliwa zawsze i wszędzie i nigdy nie czuła się samotna. chciałabym zebyś z życia czerpała garściami. chciałabym żebyś niczego nie żałowała. a ja chciałabym być dla ciebie mamą jaką miałam i jakiej nie miałam. chciałbym być twoim przyjacielem.
poniedziałek, 23 listopada 2009
z życia wzięte
Tradycyjnie w czwartkowe przedpołudnie podczas mojego spacerowego dyżuru zapakowałam do samochodu: dziecko, psa, wózek, mamę (kolejność pakowania osób i rzeczy). Rodzinka zapakowana - jedziemy na specer na łono natury. Żeby tam dojechać musimy pokonać jedno z bardzo wielu rond w moim mieście. Przy tymże rondzie znajduje się popiersie jednego z naszych sławetnych przywódców. Rozmowa w aucie: Mama: Patrz, Stalinowi kwiaty złożyli pod pomnikiem Ja: Mamo, to Piłsudski!! Mama: Tak?? A taki podobny do Stalina Oczy zaszły mi łzami i śmiałam się jeszcze przez 3 dni.
czwartek, 24 września 2009
powrót
tak,tak... postanowiłam, że czas do was wrócić i systematycznie zdawać relację oraz odwiedzać zaprzyjaźnione blogi. chciałabym bardzo zacząć odwiedzać, ale wiele się pozmieniało. jedni zniknęli, inni zamknęli się. mam nadzieję, ze uda mi się odbudować stare, dobre relacje. u mnie chaos zaczął się powoli układać. w dużej mierze to zasługa Pani Babci, która przychodzi i opiekuje się Lolkiem. Ja w tym czasie idę do pracy. póki co, bardzo odpowiada mi taki układ. muszę jeszcze tylko dojść do ładu ze swoim ciałem. ciało się zmieniło - mamusiek to nie dziwi ;o). ja też się tego spodziwałam, ale jedna zmiana bardzo mnie zaskoczyła i wcale mi się to nie podoba. najgorsze jest to, ze nie wiem co z tym zrobić i nie chodzi tu o odchudzanie. Loluś jest przeuroczym cwaniaczkiem, który próbuje swoich rodziców jak może.
sobota, 30 maja 2009
26 maja
Normalnie się wzruszyłam. nie myślałam, że pierwszy w moim życiu Dzień Matki tak mnie ruszy. tym bardziej się wzruszyłam poniewaz moja Gwiazdka skończyła tego dnia 6 miesięcy. każdego dnia mnie sobą oczarowuje i czaruje. czaruje jak taka mała czarwnica. czaruje żeby ją kochać. z dnia na dzień coraz bardziej. coraz mocniej. niech czaruje. uwielbiam takie czary. układanka
Na nowo muszę poukładać swój świat. Tylko żeby ta układanka trzymała się. Muszę poukładać żeby było mi lżej. tylko jak to zrobić? dopadło mnie to czego nienawidzę - pośpiech i życie z zegarkiem w ręku. jeszcze ten zegarek nie jest taki zły jeśli ludzie rozumieją, że jak muszę wyjść o 11.55 to znaczy, ze muszę wyjść. każda minuta jest wtedy ważna, bo autobus nie czeka, bo Ola musi dostać jeść, bo M. musi iść do pracy itd. Od 15 kwietnia wracam powoli do pracy. na dzień dobry zasypali mnie zadaniami, z których po dziś dzień nie mogę się wygrzebać. nie należe do osób, które wymagają litowania się i pobłażania ale jakiegoś zrozumienia sytuacji to oczekuję. kit im w oko. wcale nie zamirzam się przejmować, a tym bardziej robić rzeczy na wczoraj. Olunia ma już prawie pól roku, a mnie się ciągle wydaje jakbym ją urodziła parę tygodni temu. czas leci jak szalony.
piątek, 22 maja 2009
wiosna
Nareszcie. wyczekana, wytęskniona przyszła i jest. od razu człowiekowi lżej. z większym optymizmem patrzę na świat, wszystko jakoś się samo układa. powoli ale układa się. Oleńka coraz większa i coraz śmieszniejsza. dzięki niej więcej się uśmiecham (mimo nieprzespanych nocy). Tekst napisany 30 marca. Miałam jeszcze coś dopisać ale już nie zdążyłam. |